Mamy Bomby

by PePe (KSC Sopot)

/
  • Includes high-quality download in MP3, FLAC and more. Paying supporters also get unlimited streaming via the free Bandcamp app.

     name your price

     

1.
2.
03:54
3.
4.
04:40
5.
00:36
6.
03:24
7.
03:21
8.
03:50
9.
04:17
10.
11.
12.
03:17
13.

about

Rap // PePe
Śpiew // Danjah
Mastering // Piotr P.
Muzyka/Miks // Shimell
Skrecze // DJ Ci$nienie, DJ Wojak, DJ Serg

PePe:

Mamy bomby, które wybuchają w głośnikach. Jeśli jeszcze tego nie zrozumiałeś, bombami są idee. Nie potrafię oddać ich słowami, ale ukrywam je pomiędzy nimi. One po prostu istnieją. W świecie rządzonym przez bestie mogą uchodzić za broń. Zauważ, że dobrych ludzi postrzega się teraz jako wariatów, nieudaczników bądź zamachowców. To zrozumiałe, skoro dominują żądza i chciwość. Nie wzywam cię do podpalania kościołów, zabijania polityków, bankierów oraz do czynnego przeciwstawienia się aparatowi przymusu. Po prostu stań po stronie dobra, a jeśli nie wiesz, czym ono jest, idź za tym, co jest piękne. I nie zdziw się, jeśli będziesz musiał o to walczyć.

Shimell:

Oto wyjaśnienie słów "mamy bomby na głowy katolików". Nie jesteśmy ateistami. Nie jesteśmy także protestantami ani żadnym innym odłamem chrześcijaństwa. Po prostu jesteśmy chrześcijanami. Modlimy się do Boga, jak On sam nam nakazał się modlić, co jest opisane w ewangelii, a nie do tak zwanych ludzi świętych.

Wspomniane słowa nie są kierowane do tych, którzy szukają Boga, prawdy. Te słowa są kierowane do tych, którzy wiarę zamienili w politykę, stworzyli hierarchię, którą sam Jezus gardził. Do wyznawców religii, którzy pojmują wiarę jako tradycję. Robią to bezmyślnie, ponieważ tak robili ich przodkowie.

Dlaczego biskupie, arcybiskupie czy kardynale czujesz się ważniejszy od zwykłego księdza czy wiernego, jeżeli sam Jezus powiedział, że przyszedł do nas służyć. Dla ciekawych: Pierwszy List do Tymoteusza, rozdział 3.

credits

released May 25, 2015

tags

license

all rights reserved

feeds

feeds for this album, this artist

about

PePe (KSC Sopot) Sopot, Poland

PePe, (ur. 1979 r.) - jeden z trójmiejskich pionierów rapu, współzałożyciel grupy KSC SOPOT, z którą supportował większość pojawiających się w Trójmieście gwiazd, m.in. Killa Bees/Wu-Tang Clan.

Dyskografia: Antypop (prod. Bodziers), Witaj w moim świecie (prod. Shimell), Mamy Bomby (prod. Shimell).
... more

contact / help

Contact PePe (KSC Sopot)

Streaming and
Download help

Track Name: Wychodzmy z cienia
Wychodzimy z cienia

Zwr. (PePe)

Wychodzimy z podziemia, czuję to
Duszę się, tu jest duszno, trudno
Wyprostować myśli pozytywnie
Połamane skrzydła narkotycznie

Tu nie dało rady już zbyt wielu
Padło twarzą w piach, ale przełom
Musi nadejść, ten świat jest mój
To jest kurwa detoks od lęku

Bu - jak 30 Herców
Tyle ma być sensu w tym wierszu
Co jest kurwa, nie kumasz wkrętu
Czytaj to z między wersów

Nie śliń się, nie jestem sztywnym fiutem
Masz coś do mnie? Chcesz być trupem, kurwa
Bujaj się! Masz coś ze słuchem
Huj w dupę tym z drutem w dupie

Ref.

Przychodzimy tu, niesiemy pokój
Ale kurwa weź nas nie prowokuj
Niedowiarków zostawiamy w szoku
Masz coś? Może lepiej stań z boku

Zwr.

Skurwysyny mało wiedzą o nas
Mają swój zawężony obraz
Paranoja w skali pół kartona
Boisz się? To idź do kościoła

Boli cię? To żryj ketonal
Ale kurwa odpierdol się od nas
Pierdolona skarbnico porad
Gdzie byłaś, jak już miałem ponad

Dziwko milcz, bo nie chcę cię przekonać
Już ma kto mnie kochać
Poczuj mnie, te rejony brudne
A na bani totalny burdel

Tyle lat jak zaszczuty kundel
Teraz 1000 myśli na sekundę
Kiedyś chciałem tylko przetrwać rundę
Teraz to wydaje się absurdem


(Skrecz)


Frajerzyny zawsze mają problem
Wiesz co, to nie miało być dobre
Właściwie jeszcze miało być gorsze
Złych dni pamięciowy portret

Ale teraz to już nieistotne
Życie bywa jak rolerkoster
Właściwie to jest bezlitosne
Masz je, tak ja ma się ospę

To normalne, kiedyś padnę
Ale czuję, że teraz mam szansę
Raz na życie to się zdarza, kumasz
I zazwyczaj jakoś to wyczuwasz

To dlaczego kurwa się nie ruszasz
Boisz się, że nie dasz rady, słuchasz
Głosów, których ja nie chciałem słuchać
W pierwszej rundzie miałem upaść, nie

Ref.

Przychodzimy tu, niesiemy pokój
Ale kurwa weź nas nie prowokuj
Niedowiarków zostawiamy w szoku
Masz coś? Może lepiej stań z boku
Track Name: Żyjmy teraz
Żyjmy teraz

Zwr. (PePe)

Czasem nie wierzę, że to się dzieje
Czarne dziury źrenic celują we mnie
Powiedz, że czujesz to chociaż trochę tak
Jakby świat był stworzony dla nas

I nie pytaj mnie, bo tego nie wiem
Kto wymyślił tę wielką biedę
Kto zabrał spokój, wszystko co dobre
I rzucił na nas klątwę jak bombę

Ja wiem tylko, że życie jest chwilką
A zegary cykają za szybko
Że te ulice nie mają końca
Człowiek nie może się z nich wyplątać

Że im wyżej, tym szerszy obraz
A im niżej, tym mniej masz słońca
Że się boisz, jak blisko do końca
A koniec nadejdzie i będzie kropka.

Ref.

Żyjmy teraz, łapmy chwilę
Widzisz, mamy skrzydła jak motyle
Zaraz padniesz, jak tylko je rozwiniesz
Jeden dzień, tyle trwa twoje życie

Zwr.

Kiedy myślisz o tym, nie ma sensu
Całe pierdolenie tych zboczeńców
To jest tylko przeniesienie lęku
Im mniej słów, tym więcej jest mędrców

Stanął Budda z tym kwiatem w ręku
I opowiedział wszystko bez dźwięku
A kiedy bardziej w sobie się cofasz
To nie potrzebny nawet ten obraz

Widzę to czasem, wiesz, w twoich oczach
Jesteś tu i teraz, i to kochasz
A potem spada wielka zagroda
Ściany, dachy i klatki w blokach

Lśniące klamki w drogich samochodach
Żrąca zazdrość i wulgarna forsa 'yo!
Nie panowanie nad światem bez końca
Tylko na kwasie wschód słońca, ta

Ref.

Żyjmy teraz, łapmy chwilę
Widzisz, mamy skrzydła jak motyle
Zaraz padniesz, jak tylko je rozwiniesz
Jeden dzień, tyle trwa twoje życie
Track Name: Blantem-rakietą
Polatać blantem-rakietą

Zwr. (PePe)

Pamiętasz, jak słońce spadło na beton
Wyszliśmy polatać tym blantem-rakietą
Trzy, dwa, jeden, zero, stereo z kasety
Płomyczek do blety, ze trzy piruety

Za dużo tyteksu i kręci się w bani
A towar był drogi, a tyteks był tani
A dzień był za długi, by cokolwiek robić
Posłuchać muzyki, pogadać, pochodzić

To znowu posiedzieć na ławce przed blokiem
Faketa pokazać frajerom, co z okien
Obetną, a przy tym poruszą firaną
I co było słychać? Codziennie to samo

Zważono, sprzedano, kupiono, zjarano
Fajeczki, fifeczki, butelki i wiadro
Połówki do lufki i odlot kometą
Tak sobie latałem z kumplami rakietą

(Skrecz)

Wieczorem spacery, papiery-rowery
Ten zapach powierza, gdy kwaśne plenery
Powraca, że nagle mam dobre fleszbeki
I znowu tam jestem, otwieram powieki

I kręcę znów beki z ziomami na kwasie
Kto mówił, że nudne są w mieście wakacje
Ten pewnie miał rację, bo rzadko miał fazę
Czekuję, mój kumpel maluje na ścianie

Powstaje obrazek, TE A CE to RACEK
I wtedy wymyślam, że język jest sprajem
Więc rzucam wersami w noc kwaśną nad miastem
Maluje to miasto kosmicznym fristajlem

Wybucha mi głowa, ałtlajnem jest niebo
Mikrofon to ZODIAK, a czas jest kasetą
I pewnie na trzeźwo dziś nazwę to brednią
Tak sobie latałem z kumplami rakietą

(Skrecz)
Track Name: Bobi Braun
Bobi Braun

Zwr. (PePe)

Człowiek z góry gadał, co od chmury
Będzie się działo, że starczy tak mało
Dawał nawet spróbować za darmo
Potem w kreskę, jak teren ogarnął

Wskazał pasera, nie chciał brać fantów
Właśnie wtedy ktoś szarpnął wam radio
Pieniądz leży na ulicy, proszę bardzo
Chwila strachu i możesz go ogarnąć

Ktoś upuszcza, ktoś podnosi ciągle
W pasku nowa dziurka, ciasne spodnie
Teraz zjeżdżają z dupy, żywe trupy
Łezka w foli, chmurka, która bombi

Rzygasz na śnieg, a jest dobrze, człowiek
Nawet jak stoisz pod daszkiem na mrozie
A wrona wpierdala twój obiad, ponagla
Nie masz już siły, weź idź daj po kablach

Ref.

Braun, braun, Bobi Braun
Miało być ap, a jest tylko dałn
Braun, braun, Bobi Braun
Dałn, dałn, dałn, dałn

Zwr.

Okradasz, matkę, ziomów i sąsiadkę
Wpadasz nagle, niby na herbatkę
Idziesz do kibla, kradniesz jakieś kremy
Niemożliwy stopień żeny 'yo

Dziecko napadasz, potem kurwa babcię
Sklepy okradasz, jedziesz tak na farcie
Gówno zarabiasz, bo na każdym fancie
Ktoś cię przycina, bardzo lub bardziej

Pierdolisz jak twardziel, a jesteś dziwką
O kurwa mać, to się stało tak szybko
Pierwszy wyrok, najpierw sanki na trochę
Wychodzisz potem i ogarniasz se robotę

Pracujesz dwa dni i spotykasz kumpla
Trzeciego dnia już węszysz jak ta suka
Pukasz, pytasz, skomlesz i pożyczasz
W kółko, w kółko jak zacięta płyta

Ref.

Braun, braun, Bobi Braun
Miało być ap, a jest tylko dałn
Braun, braun, Bobi Braun
Dałn, dałn, dałn, dałn

Zwr.

Za ten hajc już byś kupił dwa mieszkania
Wiesz o co chodzi? Takie miejsce do spania
Jedna dziewczyna, co ją jebiesz za herkę
Kuła się z HIV-em, więc wiesz, to jest pewne

Pomyśl sam, czy to było ci potrzebne
Uwierzyłeś dilerowi w brednie
Stałeś tam na boisku w pełnym słońcu
Byłeś jednym z wielu głupich chłopców

I słuchałeś co ma braun do koksu
Spróbowałeś, bo był tańszy, w końcu
Na dwóch starczała wtedy ćwiara, 'ta
Wielki kozak, który jara brauna

Tylko dzieci palą skuna z wiadra, nie
Kto chce chmurę, by się poczuć gangsta
Ja nie chciałem, miałem wyjebane na to
Ty nie żyjesz, a ja żyję za to

Ref.

Braun, braun, Bobi Braun
Miało być ap, a jest tylko dałn
Braun, braun, Bobi Braun
Dałn, dałn, dałn, dałn
Track Name: Rytm życia
Rytm życia

Zwr. (PePe)

Pewne rzeczy się nigdy nie zmieniają
Starzy odchodzą, młodzi dorastają
Dalej się trzymają w bandach na osiedlach
Jedni idą dalej, inni kończą w pierdlach

Dalej są cwaniaki, dalej są frajerzy
Kto jest kim dla kogo, wiesz, to zależy
Jedni mają kasę, inni mają problem
Psy niuchają tutaj ciągle, ziom

Jedni zaczynają, drudzy chcą to rzucić
Dalej się zarabia, no bo ktoś chce kupić
Piątek wieczór, wszyscy chcą się upić
Laski chcą potańczyć, młodzi chcą zadupczyć

Kluby chcą zarobić, dilerzy chcą zgonić
Inni piją, no bo co mają robić
Małolatki dorastają, zaczynają rodzić
Zobacz, mały ziomuś nauczył się chodzić

I znów, pierwsi kumple, banda przed domem
Dzieciak dla dzieciaka staje się ziomem
Jeden się rozbuja, drugi skończy szkołę
Jeden skończy w porę, drugi na kurkowej

Życie

Ref. (Danjah)

Życie to jest rytm, razem ja i ty
Spotkaliśmy się na fali
Sunąc gładko w dół, balansując ruch
Uczepieni morskiej piany

Ślizgamy się, ślizgamy się w dół
W objęcia białej plaży
Gdzie razem będziemy znów marzyć
Jak... Dostać się na szczyt

Zwr. (PePe)

Dalej wszystko idzie zgodnie z rytmem
Lata są gorące, zimy raczej brzydkie
Bogaci mają fury, biedni tanie wino
Ktoś wyjechał, wrócił, ktoś po porostu zginął

'Y! Choćbyś nie wiem co wymyślał, ziomuś
Mieszkasz tu, znasz tych ludzi, domy
Dzieci, psy, sklepy, samochody
Słyszysz jak baby plotą swoje ploty

Widzisz jak przychodzą i odchodzą mody
Wpierw nie kumasz starych, no bo jesteś młody
Potem zapominasz, nie wiesz, jak to było
Więcej mówisz o tym, co już się skończyło

Czasem myślę kumasz, że się zazębiło
Stare z młodym, wczoraj z jutrem, teraz
Trochę przypadkowo, trochę to wybierasz
Rodzisz się z rytmem i z rytmem umierasz

Ref. (Danjah)

Życie to jest rytm, razem ja i ty
Spotkaliśmy się na fali
Sunąc gładko w dół, balansując ruch
Uczepieni morskiej piany

Ślizgamy się, ślizgamy się w dół
W objęcia białej plaży
Gdzie razem będziemy znów marzyć
Jak... Dostać się na szczyt
Track Name: Mamy bomby
Mamy Bomby

Ref. (PePe)

Mamy bomby na głowy polityków
Mamy bomby na głowy katolików
Mamy bomby na głowy radykałów
Mamy bomby na głowy generałów

Mamy bomby na głowy finansistów
Mamy bomby na głowy żurnalistów
Mamy bomby na głowy menadżerów
Mamy bomby na Zwykłych frajerów

Zwr.

Nie Osama bin Laden, Sadam Husejn
Tylko dolne rejony, PePe oraz ziomy
Bądź pozdrowiony, zostań upalony
Brałeś kartony? To pozdrów kolory

Nie kumasz tej bajery? No to sorry, ziomy
Od razu to łapią, przybijają piony
To nie my, to ten świat jest szalony
Wykumałem to, kiedy byłem mocno zgrzybiony

Ten system jest kurwa spierdolony, czujesz
To jest zwykły trik jak matrix, nie rozumiesz
Plan dominacji, niewoli populacji
Chap święte grzyby, doznaj iluminacji

Plan ewakuacji z apogeum frustracji
Nie ma wyjścia z tej matni, weź mentalnie odpadnij
Powiedz nara, spierdalam, gasi światło ostatni
Bo tu nie ma demokracji, w krainie korporacji

W manipulacji informacją nie ma prawdy
Zabawa, żeby robić twojej głowie chore jazdy
Wpierdolić twoje myśli do wirnikowej pralki
A z twoich dzieci zrobić sobie stołki i wersalki

Kafelki, umywalki, roboty do roboty
Mielenie hołoty, po kurwa siódme poty
Wolne soboty, supermarket otwarto
Domowa kura kurwa ma promocję na ziarno

To wciąga jak bagno, marzenia za banknot
Katolik konfesjonał zamienił na bankomat
Identyczny z naturalnym owocowy aromat
Chociaż trochę rakotwórczy jak guma balonowa

I nie kurwa Huba-Buba czy Kaczor Donald
Tylko wszystko turbo, super dobre gówno
Plastikowe żarcie, które przełknąć trudno
Nawet, kiedy się popije, winem, browarem i wódką

Ref.

Mamy bomby na głowy polityków
Mamy bomby na głowy katolików
Mamy bomby na głowy radykałów
Mamy bomby na głowy generałów

Mamy bomby na głowy finansistów
Mamy bomby na głowy żurnalistów
Mamy bomby na głowy menadżerów
Mamy bomby na Zwykłych frajerów
Track Name: Upał
Upał

Zwr. (PePe)

Czasem czekam, wiesz, na ten dzień, znowu
Żeby poczuć jak miasto się kąpie w słońcu
Żeby w końcu powiedzieć, że wszystko w porządku
Uwierzyć jak w niedzielę po wielkim piątku

W końcu być i cieszyć się tym, tak, po prostu
Jak dzieciaki, co zbiegną ze schodów i w końcu
Wypadną na ulicę, która w pełnym słońcu
Zakwita po prostu beztroską 'yo

A słońce wybucha w ich ruchach, gdy biegną
I wkręca się w szprychy z komunii rowerkom
I głaszcze im loki jak matki ręką
Promieniem wyławia uśmiechy jak wędką

Okrywa dziewczynę, co idzie, sukienką
I daje pogwizdać chłopakom, co siedzą
I daje po błyszczeć ich szpanerskim felgom
Gdy chwilę pojadą z włączoną piosenką

Ref.

Upał spada na miasto i czuję
Cała nienawiść gdzieś ze mnie paruje
I nic nie robię, a dnia nie zmarnuję
Rekreacyjnie się regeneruje 'yo

Zwr.

Lody znów kapią na beton z wafelków
Stara baba ma słomkowy kapelusz
Jej pies ma do ziemi tak spieniony jęzor
Że zaraz napełni krainę wielkich jezior

A potem znów widzę na plaży, jak leżą
Dziewczyny, co myślą, że nie jesteś świnią
I słońce rozpuszcza im uda patelnią
W stringach tyłeczki po prostu tam skwierczą

I skacze ciśnienie wąsatym facetom
A rak się wykluwa, strzaskanym kobietom
Na brąz i na heban, co leje się z nieba
Na skórze leniwie oliwkę rozciera

To słońce już nie jest, to czyste lenistwo
I palą się skręty i sączy się piwko
I fala uderza za falą o plażę
I taki jest dzień, o jakim dziś marzę

Ref.

Upał, spada na miasto i czuję
Cała nienawiść gdzieś ze mnie paruje
I nic nie robię, a dnia nie zmarnuję
Rekreacyjnie się regeneruje 'yo
Track Name: Zapytaj Go
Zapytaj Go

Zwr. (PePe)

Ludzie mają Boga, który cyfry totolotka
Wkłada im do głowy we śnie, od środka
Ale w dzień wymazuje to magiczna gąbka
Czarna tablica, a źrenice to otchłań

Nie wierzysz? To zajrzyj komukolwiek do środka
Wiesz, że się mówi: oczy to duszy okna
Czy jakoś na odwrót, bo tak i tak można
Poznawać ten sens na zewnątrz i od środka

Bo w środku każdego człowieka jest ta otchłań
Jakby czarna dziura wewnętrznego słońca
A w niej nowy kosmos, nowy zodiak, tak
Człowiek to więcej niż mięso i historia

To cała galaktyka pełna dziwnych pytań
Jak i dlaczego się powtarza zazwyczaj
I co ma na myśli nieśmiertelny poeta
Napełniając gwiazdami oczy oraz nieba

Ref.

Zapytaj - Go - Po Co - Oczy i gwiazdy
Zapytaj - Go - Po Co - Kobiety i dłonie
Zapytaj - Go - Po Co - Rozdawał życia
Zapytaj - Go - Po Co - Dał ci twoje

Zwr.

Ulice są pełne aniołów i upadłych
Dla nich nocne sklepy to północne gwiazdy
Pytasz, co to znaczy, to są chore jazdy
To zmęczone twarze z napisem: zjazd do bazy

I są inne twarze, co kwitną jak oazy
Kiedy mówią to z ust wypadają im obrazy
Całe pierdolone wielkie hologramy
I lubię te ich światy, ale jakoś się mijamy

Zapadamy się w siebie, unikamy spojrzeniem
Zamykamy milczeniem, zagryzamy się gniewem
Oddzielamy się niebem, żelaznymi chmurami
Jak w wagonach twarze zakrywamy gazetami

A wieczorem w głowach świecimy marzeniami
I gasimy światło, i się stają lampkami
I się ludzie świecą, jakby byli świetlikami
A niektórzy tylko rzuconymi kipami

Ref.

Zapytaj - Go - Po Co - Oczy i gwiazdy
Zapytaj - Go - Po Co - Kobiety i dłonie
Zapytaj - Go - Po Co - Rozdawał życia
Zapytaj - Go - Po Co - Dał ci twoje

Zwr.

Te dłonie to tramwaje puste, a źrenice
Jak ulice nocą, które tęsknią za życiem
W sumie sam już nie wiem, o czym mówię do ciebie
Odleciałem zupełnie, tak że nie wiem kim jestem

Chyba żyjemy we śnie, bo codziennie nie wierzę
Że to, co robimy, nazywamy tu sensem
Ten sens to zjadamy sobie z mięsem, nie
A wyższą pensję nazywamy swoim szczęściem

A co nie zarabia, to jest nam niepotrzebne
Więc przestań koniecznie już być małym dzieckiem
Od wypłaty do wypłaty napełnij się lękiem
Zamaskuj ubraniem to, że jesteś człowiekiem

Jeśli chcesz, to dostaniesz pigułki na depresję
A Jak mało ci staje, to jeszcze te niebieskie
Marzenia są, wiesz, lżejsze niż powietrze
A powietrze w mieście jest coraz cięższe

Ref.

Zapytaj - Go - Po Co - Oczy i gwiazdy
Zapytaj - Go - Po Co - Kobiety i dłonie
Zapytaj - Go - Po Co - Rozdawał życia
Zapytaj - Go - Po Co - Dał ci twoje
Track Name: Cipka nie złota rybka
Cipka nie złota rybka

Zwr. (PePe)

Wiesz, ziom, to było tak jak zwykle
Po prostu nagle pokochał te cipkę
Z tym że, wiesz, to było takie szybkie
Świat zawirował mu jej tyłkiem 'yo

Zgrabna dupka, ładna buźka, nóżka
Dekolt, bluzka, pod nią dwa jabłuszka
Na nich wisi kurwa krzyżyk z łańcuszka
Ona klęczy, jęczy, a jej usta

Muska główka, czułe słówka, pusta
Gadka, szmatka, pogadajmy o faktach
Kurwa, ozonowa dziura w jej majtkach
Dziwka obraca się jak zwykły wiatrak

Trochę wódki i masz tartak, akcja
Popłynęła w wakacje na libacjach
Ona wpadka i jej z mordą matka
Alimenty, chore wkręty, narka

Ref.

Cipko, cipko, miałaś być złotą rybką
Okazałaś się być zwykłą dziwką
Okazałaś się być głupią pizdą
Trudno, wypierdalaj, znajdę inną

Zwr.

Cipka, nieskończona mądrość i piękno
On był kopciuchem, ona była królewną
Jemu zależało, a jej było wszystko jedno
Widział tylko te jedną 'yo

Bieda, pożyczone ciuchy na teatr i
forsa, On niema ojca, jej biała rączka,
parasolka na tym drinku, na winku
Etykietka, lepsza metka, naklejka

Maska, nie ma kaski, to nie mlaska
Dziwka i bastrad, kurwa i kastrat
Obcas, Manolo Blanhik, na jego jajkach
Teraz Lagerfeld, a wcześniej kurwa w najkach

Lepsza praca, lepszy krawat i walka
On jak wariat, ona popuszczona szparka
Po browarkach, za granicą na wakacjach
Latino lower pomógł jej zrobić szpagat

Ref.

Cipko, cipko, miałaś być złotą rybką
Okazałaś się być zwykłą dziwką
Okazałaś się być głupią pizdą
Trudno, wypierdalaj, znajdę inną

Zwr.

On ma dwójkę dzieci, ona kalekę męża
jak to się mówi: miłość wszystko zwycięża
Ona się pindrzy, a on się napręża
Zagląda do jej wnętrze, 'ta

SMS-em, SOS-em, po cichu
Bez zrywu, rozmowy, wieczory jak z obcym
Mieszkanie to klatka, ramiona to pułapka
Chwila wytchnienia z tym drugim na obiadkach

Mąż wyjeżdża, sytuacja się zagęszcza
Zaproszenie, ona płacze on pociesza
Przyjaciele, tylko on na to czekał
Trudno się skupić przy żonie i przy dzieciach

Nie w porę rozmowa, żona wszystko słyszy
Awantura, papiery i prawnicy
Prawo do widzenia i godziny ciszy
Przyjaciółka na mieście udaje, że nie widzi

Ref.

Cipko, cipko, miałaś być złotą rybką
Okazałaś się być zwykłą dziwką
Okazałaś się być głupią pizdą
Trudno, wypierdalaj, znajdę inną
Track Name: Łza z papierosa
Łza z papierosa

Zwr. (PePe)

Każdy ma przecież swoją opowieść
Może mi jedną teraz opowiesz
Może to będzie głos człowieka
Co na przeciwko ciebie tam siedział

Człowiek historia, w historii człowiek
Okruszki życia lecą zza powiek
Ciężkie powieki, sen coraz bliżej
W senne marzenie niżej, i niżej

Rzęsami gładko wymieść ulice
Uszu pąk zwinąć, wtulić się w ciszę
Życie, co nagle wydarte krzykiem
Ugasić szeptem, półsłowem - myślnikiem

Inny dopowie. Może zapomni
Więcej jest ludzi czy w nich historii
Jedna się z drugą to mija, splata
Każda to bajka z innego świata

(Skrecz)

W mojej historii miasto, ludzie
Szkoły, kościoły, naglę cię budzę
Dzwony nie dzwonią, serce nie bije
Chcesz chwycić serce, w dłoniach masz sztylet

Promień poranka wytłukł szyby
Oknem przelewam ci nieba ocean
Muchy nad lampą w ryby zamieniam
Niemy nie krzyczysz, krzyczy kto inny

Chcesz mu wyszeptać: trzeba być silnym
Jeszcze dwa słowa... Zostają w gardle
Chciałeś powiedzieć, ale nie zgadnę
Powieki zamknę, książki okładkę

Ciszy zaczerpnę prosto z bezdechu
Z niej ci ulepię maskę uśmiechu
Na ust kącikach mądrość zawieszę
Skłamię, że byłeś najlepszym człowiekiem

(Skrecz)

Wiesz,

Kiedyś poznałem pijaka w kolejce
Zęby miał czarne, żółte miał ręce
W ręku trzymał motyla, nie zdjęcie
Zgniecione skrzydła prostował z pamięci

To moja córka, kupię komputer
Język przede mną rozwiązał jak supeł
Oczu tunele w zdjęcie wytrzeszczał
Z ciemności w przyszłość ekspres wyjeżdżał

Ciągnął wagony jak skrawki mięsa
Po szynach-strunach wyprutych z serca
Kochał ją mocniej chyba niż śmierdział
Miłość mu gniła na cały przedział

Prawie tam byłaś, tliły się oczy
Te zapalone dwa papierosy
Łzą z niby-oka przepalił spodnie
Widział tam ciebie, (nie)mówił do mnie
Track Name: 12 kroków
Czas na 12 kroków

Zwr. (PePe)

Domy są brudne, ludzie smutni i zmęczeni
Uwierz, widziałem już różne galaktyki tych dzielnic
Jakby koniec nadziei, wyczerpanie baterii
Jakby kupon totolotka miał tu kurwa coś zmienić

Zobacz, leżą na dłoni drobne błyszczące monety
Reprezentanci tej biedy będą znów pili bełty
Zamknij dupę i nie pierdol, nie bądź kurwa za pewny
Już się nie raz tu wyjebał ktoś od ciebie mądrzejszy

Wierzysz w Boga, to się pomódl, żebyś nie był następny
Bo ten system cię żywi, póki jesteś mu potrzebny
Jak cię wyssie i wyżuje, to wypluje na śmietnik
Stamtąd weźmie cię na wózek jakiś dziadek bezzębny

I zawiezie cię do skupu, by dorobić do renty
Potem kupi tani tytoń, skręci skręty z gazety
Puści dymek nad miasto, wcześniej złamie sobie plecy
Bo od takiej kurwa biedy to się garbisz do gleby

To jest tylko opowiastka, ale pomyśl, co wtedy
Chwytaj dzisiaj swoją szansę, nie bądź kurwa wybredny
Bo los bywa bardzo wredny i kurewsko przewrotny
Czasem przetrąci ci nogi, chociaż byłeś ostrożny

Więc zachowaj pokorę i się w porę orientuj
Szanuj to, co dostałeś, nie zakopuj talentu
Bądź w porządku dla ludzi, może będą dla ciebie
A jak będzie na prawdę, tego kurwa nikt nie wie

Nasze życie to walka, wiem, że boli, jak obrywasz
ale jeśli nie walczysz, to na pewno przegrywasz
Już widziałem zbyt wielu, co się dali tak zajebać
Czy alkohol czy hera, najpierw człowiek wybiera

Jeśli wiesz, że zjebałeś, powiedz sobie to teraz
Zrób rachunek sumienia, potem zacznij się zmieniać
Idź i poproś tych ludzi, zrób 12 tych kroków
Pomyśl znowu o Bogu, a odnajdziesz swój spokój

Ref.

Jeśli tego nie zrobisz, to nie mogę ci pomóc
Track Name: A my dalej swoje
A my dalej swoje

Zwr. (PePe)

A my dalej swoje, dla dzieciaków, dla dzielnic
Terroryści, nasze bomby to bębny
Słyszysz to? Jak wybuchają dźwięki
Kiedy biorę ten mikrofon do ręki

Nie dla siebie, dla ziomów, rozumiesz
Nie dla kasy, tylko z wielkiej dumy
Wbrew tym, co pojedli rozumy
Co pukają się w czoło, myślą, że wiedzą więcej

Próbowałem tłumaczyć, ale opadają ręce
Nie czujesz tego, to ci tego nie wkręcę
Ale nie zatrzymuj mnie, kiedy jestem w pędzie
Patrzysz na to kasą, to jesteś w błędzie

To jest blues podwórek, to jest reggae dzielnic
To jest punk nienawiści, którym pluje w gęby
To jest moja pięść, co wybija im zęby
Chcą ugłaskać nas, wytyczają trendy

Ref.

A my dalej swoje, dalej swoje, dalej

Zwr.

Inaczej to słychać w zadymionym klubie
Inaczej w celi, a inaczej w biurze
Za każdym moim słowem stoją moi ludzie
Konkretne adresy, miejsca, wydarzenia

I robię to też dla tych, których już nie ma
Bo nie dali rady, nie wytrzymali ciśnienia
To ten chory klimat i zabójcza chemia
Młode twarze, a na nich leży ziemia

No co jest krytyku, masz coś do powiedzenia
Twoja filozofia zza ekranu komputera
Jakoś to do mnie nie dociera tutaj
Może weź se pochodź w moich butach 'yo

Może zjedz te kwasy i wypij ten alkohol
Mieszkaj tu tyle lat i powiedz moim ziomom
Że to wszystko nie było nic warte i żałujesz
System klaszcze! Tego potrzebujesz

(Skrecze)

Rap nie żyje, rapu nie ma, rap zdycha
Mówią znawcy od padliny na głośnikach
O co wam chodzi, kurwa, mi nie jest szkoda
Najpierw byłem ja, a potem była moda

Na chodzenie po ulicy w spuszczonych spodniach
Myślisz, że przestanę jak po dwóch tygodniach
Ponad 10 lat jestem mistrzem tego stylu
Bój się mnie jak awarii w Czarnobylu

Mówisz, to jest porno, to nigdzie nie poleci
Dobrze, wezmę i wrzucę to do sieci
Zobaczymy, co ściągną twoje dzieci
Co prawdziwe jest, a co komerą śmierdzi

Jak Son House będę robił to do śmierci
A potem odfrunę, ariwe derczi
Zostawię po sobie tylko proste dźwięki
I na chwilę ciepło jak w uścisku ręki

Ref.

A my dalej swoje, dalej swoje, dalej